LISTY do Odnowy

———————————
List od Pani Teresy Piech, oraz odpowiedź jaką otrzymaliśmy w tej sprawie od Sekretarza UM Pana Henryka Nogali, w sprawie zachowania pracownicy Urzędu Miejskiego.

Teresa Piech
(adres do wiad. redakcji)

Stowarzyszenie
Przyjaciół
Międzyzdrojów
Odnowa

Cieszę się że powstało SPM i tak aktywnie działa. Właściwi ludzie na właściwych miejscach, którzy walczą z bezprawiem urzędu. Chciałam dodać swój kamyczek do waszego ogródka i prosić o radę w miarę możliwości.
Moja historia pod tytułem:
„Jak Urząd Miasta rozwiązał moje problemy sąsiedzkie?”
Ad rem: mieszkam pod w/w adresem 30 rok.
„Paweł i Gaweł w jednym stali domu.”, z tym że Gaweł pracuje w urzędzie. Dom jest piętrowy. Piętro zamieszkuje p. Sylwia (25 lat) Jakubowska z rodziną, parter ja-emerytka (71 lat) z rodziną.
Podwórko wspólne, lecz podzielone umownie i odróżniające się kolorem polbruku.
Pani Sylwia w lutym kupiła (czy też dostała) pieska. Kiedy był malutki znosiła go na rękach po schodach i zanosiła pod nasze komórki.
Piesek się wysiusiał, zrobił kupkę i pani wnosiła go z powrotem do mieszkania na piętrze. Czasami takich kupek nazbierała się 5 lub 6 przez 2 dni. Mąż cierpliwie sprzątał, zlewał polbruk wodą, (która jest za darmo). Kiedy piesek podrósł, zbiegał sam z góry, wysikał się na wycieraczkę pod naszymi drzwiami, zaznaczając swoje terytorium, potem biegł na stała swoje miejsce zrobić kupkę lub dwie (mądra psina). Pani pracowała, nie miała czasu sprzątać. Czasem pieska wypuszczali bracia w/w.
Na uwagę męża, że jak się ma psa, to trzeba po nim sprzątać, usłyszał od jednego z nich, że to nie jego pies. Drugi brat stanął na wysokości zadania i łopatą pozgarniał kupki pilnowany przez męża lub przeze mnie. Mąż cierpliwie polewał polbruk wodą z węża i szorował szczotką pozostałości. Piesek rósł i dalej załatwiał się w swoim ulubionym miejscu.
Nadszedł 1 kwietnia (prima aprilis) i nareszcie mąż znienacka natknął się na Panią Sylwię, która osobiście wyprowadzała swojego pupilka, jak stała na środku naszego polbruku i czekała aż się psina załatwi. Po prawie półtoramiesięcznym sprzątaniu po piesku, zwrócił się do sąsiadki słowami: „Jak się ma psa to trzeba po nim sprzątać” Na co usłyszał odpowiedź: „Jak Pan miał kota to też srał!”. Jakoś nikt po tym kocie nie sprzątał, bo jak był mały to załatwiał się do kuwety, a jak urósł to wędrował po dachach i nie wiemy gdzie się załatwiał. Mąż przyszedł do mieszkania, przekazał mi, co usłyszał od sąsiadki, zaklął i pogodził się z losem. Następnego dnia dzwoni do mnie wnuczka, która mieszka we Wrocławiu i pyta: „Co się u was dzieje?”

Nie zorientowałam się o co chodzi i odpowiedziałam, że nic nowego się nie wydarzyło, wszyscy zdrowi itp. W odpowiedzi usłyszałam, żebym przeczytała sobie notatkę na facebooku na stronie Sylwii (koleżanki) na nasz temat.
Cytuję dosłownie wypowiedź Pani urzędniczki właścicielki psa: „Mam 25 lat i od urodzenia mieszkam z pojebanymi sąsiadami na dole”.
Wnuczka odpowiedziała na to, że chociażby ze względu na wiek mogłaby sąsiadom okazać trochę szacunku i że na takie obelgi są odpowiednie paragrafy w kodeksie cywilnym. (Nie wiedziała oczywiście o co chodzi, ani czym się narazili tak bardzo dziadkowie, że zasłużyli na takie określenie. Sama również poczuła się niekomfortowo).

Otrzymała w odpowiedzi od „wielce szanownej” pracownicy urzędu (byle kto przecież nie będzie jej zwracał uwagi, że ma sprzątać po swoim psie): „od tego jest chamstwo z dołu”.
„Na szacunek trzeba zasłużyć”. Po 30 latach pracy w szkolnictwie, bardzo mnie ta obelga zabolała. Ciśnienie mi podskoczyło. Po nieprzespanej nocy postanowiłam zgłosić ten fakt na policję. Po wysłuchaniu mnie Pan dzielnicowy stwierdził, że można to rozwiązać jedynie na drodze sądowej. Odpowiedziałam, że nie chcę na stare lata włóczyć się po sądach przez psie kupki. Żądam również przeprosin (p. S. Jakubowskiej) całej rodziny na facebooku. W drodze wyjątku p. aspirant Sobczak obiecał że porozmawia z w/w.
Kiedy przyjechał w niedzielę na interwencję do sąsiadów owa pani bardzo się upierała, że wcale jej o nas nie chodziło mówiąc, że: „dużo sąsiadów mieszka na dole” itp. Zapomniała że nie mieszka w wieżowcu.
Pan dzielnicowy nakazał usunąć obelżywą i poniżającą nas notatkę w ciągu 72 godzin (dlaczego aż tyle?) i przeprosić naszą rodzinę na jej stronie internetowej. Policja wyjechała. Przyszła znajoma na kawę. Ponieważ była piękna pogoda, usiedliśmy na podwórku przy letnim stoliku rozmawiając luźno na różne tematy ponieważ 3 metry dalej kręcił się ojczym p. Sylwii.
Gdzieś po 20 min. weszła na podwórko w/w sąsiadka z pieskiem ( tym razem na smyczy), wróciła ze spaceru. Zamiast: „dzień dobry” usłyszeliśmy (pod moim adresem) stwierdzenie: „ładnie to tak nasyłać policję, trzeba było przyjść i porozmawiać”. Zatkało nas wszystkich. Po chwili dotarł do mnie sens tego co powiedziała (pomijając różnice wieku 46 lat między nami, ja miałam iść do persony grata, która wali mi na wy) wykrzyczała raczej i spytałam, czy może mam ją jeszcze przeprosić. Padły następnie obelżywe słowa nie dopuściła nikogo do głosu. Dopiero ojczym w/w kazał jej iść do domu. Interwencja policji nie pomogła, wpis był dalej przeprosin nie było. Widniał natomiast wpis Pana Mateusza Flotyńskiego, że tacy sąsiedzi (tzn. pojebani) mogą mieszkać nie tylko na dole, ale i na górze. On przez 7 lat mieszkał z takimi na górze. Byłam zbulwersowana, że człowiek, który skończył prawo, przyjmuje za pewnik obelgę kogoś i umacnia p. Sylwię w tym,że dobrze robi ubliżając innym.
Kiedy kilka dni później spotkaliśmy się na ulicy przypadkiem przepraszał skruszony, że nie wiedział o kogo chodzi. Nie wiedział z kim mieszka Sylwia (mnie i męża znał doskonale). Doskonały wybieg. Pomyślałam sobie, że bez względu z kim by mieszkała, nie powinien jej popierać tym bardziej, że nie wiedział o co chodzi.
Ponieważ interwencja policji spłynęła po sąsiadce jak po kaczce zdecydowałam się, że złożę na nia skargę w Urzędzie Miasta. według mnie urzędnik powinien sobą coś reprezentować, chociażby minimum kultury, a nie pomiatać ludźmi nawet wtedy, kiedy nie ma racji. pani Sylwia była jednak ponad to. Ustanowiła swoje prawo – po jej psie bedą sprzątać sąsiedzi, ona sobie rączek nie będzie brudzić.
A jak im się nie podoba to zobaczą na co ją stać. Przecież ona pracuje w urzędzie i nikt jej nie ma prawa podskoczyć.
Zgłosiłam sprawę zanieczyszczania podwórka przez psa w/w Straży Miejskiej. Otrzymałam odpowiedź, że Straż nie może w tej sprawie interweniować, bo posesja jest prywatna (o moja naiwności!). Straż interweniuje jedynie wtedy, gdy jakiś pies zanieczyszcza trawnik lub chodnik w mieście.

Odeszłam z kwitkiem i zastanawiam się, czy to ja nie będę musiała przepraszać sąsiadów i do końca życia sprzątać po psie z góry.
W poniedziałek (7.04.14) chciałam porozmawiać z dyżurującym radnym. Okazało się że jest nieobecny. Nie wiedziałam, że mimo dyżuru powinnam się najpierw umówić, bo inaczej pocałuję klamkę. Pani sekretarka spytała mnie w jakiej sprawie przyszłam i gdy jasno powiedziałam, że chcę złożyć skargę na pracownika urzędu, b. zmieszana, zaanonsowała mnie jednak u przewodniczącego Urzędu Miasta. (Rady Miejskiej przyp red).
Po naświetleniu sprawy usłyszałam, że powinnam na ten temat porozmawiać z burmistrzem, który niestety dzisiaj jest u Starosty, ale p. przewodniczący (po spisaniu moich danych z dowodu i numeru komórkowego) obiecał, że umówi mnie na spotkanie z p. burmistrzem i zawiadomi o terminie telefonicznie. Do dnia dzisiejszego (18.04.14) czekam na ten telefon.
Ponieważ minęły 3 doby (owe 72 godziny nakazu policji) i nic się nie zmieniło udałam sie na spotkanie osobiste z panem burmistrzem.
Chciałaby dusza do raju. Otrzymałam odpowiedź, że burmistrz jest b. zajęty, ale porozmawiam z panem sekretarzem.
Pan sekretarz wysłuchał mnie cierpliwie.
Przyrzekł, że porozmawia z p. Sylwią i spotkamy się wspólnie w piątek (11.04.14).

O terminie zawiadomi mnie telefonicznie. Poprosiłam, żeby uczestniczył również w naszym spotkaniu p. Mateusz Flotyński z przyczyn podanych wcześniej. Pan sekretarz zaznaczył, że nie wie czy uda się ściągnąć p. Flotyńskiego, który jest bardzo zajęty.
Pan sekretarz słowa dotrzymał i porozmawiał z p. Sylwią J. Rozmowa chyba nie przebiegła po myśli w/w, gdyż tego samego dnia około g.18.00 przyszła do naszego mieszkania w towarzystwie dwójki policjantów. Myślałam że przyszła mnie przeprosić. O naiwności moja!!
Pani funkcjonariusz pokazała mi odznakę i usunęła się do tyłu. Zapraszałam do pokoju, nie chciała wejść twierdząc, że są w butach.
Pani Jakubowska stanęła w progu pokoju i „odpowiednim tonem” zażądała, żebym w obecności policji przyrzekła jej, że nie będę nachodziła jej w pracy, bo odda mnie do sądu za nękanie.

O nachodzeniu jej w pracy nie było mowy, rozmawiałam w urzędzie z innymi osobami a nie z nią. Jeden raz widziałyśmy się przelotnie. Natomiast według niej sprawy między nami nie dotyczą jej pracy i Sekretarz (per ty) kazał, żebyśmy załatwiły „to” na własnym podwórku. Nadmieniłam, że nie ma racji, bo nawet poseł posiadający immunitet, jeżeli popełni przestępstwo to odpowie za swoje czyny. Wtedy zdenerwowana zwróciła sie do funkcjonariuszki: „No zobacz, jak tu można rozmawiać?” Wydało się, że funkcjonariuszka to koleżanka sąsiadki. Stwierdziłam, że pani policjant to koleżanka i teraz jestem w domu, skąd ta wizyta. Na co sąsiadka: : „A pani wyganiała dzieci z podwórka”
Pani policjant wrzasnęła, że nie przyszła wysłuchiwać pyskówek. Nadmieniłam, że nadal czekam na usunięcie notatki z internetu i przeproszenie całej rodziny na facebooku. Pani funkcjonariusz stwierdziła że nie wie nic o żadnym facebooku (trudno się dziwić, przecież przyszła mnie nastraszyć a sąsiadka szantażować mnie sądem). Zacytowałam więc treść obelgi. Sąsiadka skłamała, że wszystko usunęła. Ja z kolei stwierdziłam, że niedawno sprawdzałam i notatka jest a przeprosin nie ma. Cała trójka zgodnie wyszła z domu, zdała relację „ojczymowi” przed domem i w troje opuścili podwórko. W piątek pan sekretarz, dotrzymał słowa, zadzwonił do mnie informując, że zaplanowane spotkanie nie odbędzie się ponieważ pani Sylwia (w rozmowie z nim w środę) wykazała skruchę.

Nadmieniłam że dziwna ta skrucha, bo po pracy przyszła z policją zastraszyć mnie, żebym jej nie nękała. Pan sekretarz na to, że jest pracownikiem bez zarzutu, skasowała notatkę na facebooku i umieściła przeprosiny (musiała zrobić to w czwartek) ze strachu przed spotkaniem w piątek. Sprawdzałam stronę p. Sylwii, wszystko zostało skasowane (tabula rasa) i zablokowane. Żadnych przeprosin nie widziałam. Nadmieniłam o tym p. sekretarzowi i poprosiłam, żeby zacytował tekst przeprosin,który brzmiał mniej więcej tak: „Przepraszam sąsiadów z dołu za notatkę na facebooku, którą skasowałam”. Na mój rozum przeprasza nas za to, że skasowała notatkę na facebooku napisaną przez nas. Według mnie przeprosiny powinny zawierać informację: kto? kogo? za co przeprasza.
Stwierdziłam że takie przeprosiny nie są adekwatne do obrażania nas. Zawiadomiłam do p. Sekretarza że nie jestem usatysfakcjonowana takimi przeprosinami. Na co p. Sekretarz stwierdził że sprawa wg. niego jest załatwiona definitywnie.
Ponieważ nie lubię niedokończonych spraw wpadłam (14.04.14) do sekretariatu p. burmistrza pytając, kiedy będę mogła porozmawiać z szefem.
Usłyszałam że dzisiaj p. burmistrz ma „komisję”, jutro wyjeżdża. Pytam dalej o wolny termin, może po świętach? Pani Godlewska ostentacyjnie otworzyła terminarz spotkań i pracy p. burmistrza i stwierdziła że do końca miesiąca p. burmistrz nie znajdzie nawet 20 minut na spotkanie ze mną (o tyle prosiłam), taki człowiek zapracowany.
Złośliwie stwierdziłam że prędzej dostałabym się do Prezydenta.
Wyszłam mówiąc „do widzenia”. Ale już mnie chyba „ochrona” do budynku UM nie wpuści.”Persona non grata” wróciła do domu.
Na podwórku obrzucają mnie szyderczymi spojrzeniami sąsiedzi z góry. Piesek nie załatwia się pod komórką, ale sika za to pod moim oknem.

Czy tak się ma zakończyć moja walka o obronę honoru rodziny?
Urzędowi Miasta i Gminy Międzyzdroje składam za Waszym pośrednictwem serdeczne podziękowania za rozwiązanie moich problemów.
Panu Burmistrzowi gratuluję kompetentnych i kulturalnych pracowników w myśl przysłowia: „Jaki Pan, taki kram”. Może jednak nie wie o niczym. Jeśli tak to gorąco przepraszam. Będę musiała jednak, na stare lata, powłóczyć się po sądach przez psie kupki. a tak chciałam tego uniknąć.

                                                                                                   Teresa Piech

—————————————-A oto odpowiedź Pana Sekretarza.

Do Przewodniczącego S.P.M. Odnowa
Pana Kazimierza Jana Solarza

Odpowiadając na Pana zapytania, uprzejmie informuję jak niżej.
Sprawa, którą Pan porusza dotyczy wzajemnych relacji sąsiedzkich i wykracza poza moje kompetencje.
Wskazany przez Pana pracownik Urzędu Miejskiego w Międzyzdrojach swoje obowiązki służbowe wykonuje wzorowo.
Burmistrz Międzyzdrojów przyjmuje interesantów w każdą środę. Wyjątek stanowią wyjazdy służbowe. Zdarza się, że najbliższa środa jest zapełniona, wówczas pracownik sekretariatu proponuje kolejną środę. Interesantów przyjmują również Zastępca Burmistrza Międzyzdrojów i Sekretarz Gminy Międzyzdroje.
Przewodniczący Rady Miejskiej w Międzyzdrojach oraz radni stanowią samodzielny organ samorządowy i tam należy skierować zapytanie.

Sekretarz Gminy Międzyzdroje Henryk Nogala

————————————————————————————–
LIST OD PANA KEDZIERSKIEGO
mgr Eugeniusz Kędzierski ? Kawaler Krzyża Oficerskiego i Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, Honorowy członek PTTK.

Do Stowarzyszenia Przyjaciół Międzyzdrojów Odnowa w Międzyzdrojach.

Uważam, że byłoby niepowetowaną ogromną stratą wydzierżawienie Kawczej Góry bez przetargowo na okres 60 lat z takim programem wykorzystania tego terenu jaki określony jest w informacji SPM Odnowa. Jest to ostatni skrawek ziemi, który nie może być tak bezmyślnie zmarnowany. O tym, że nie był wcześniej wykorzystany decydowało położenie jednostki wojskowej, artylerii przeciw lotniczej na Białej Górze. Obecnie jednostka ta została rozwiązana i przyczyny te znikły. Międzyzdroje mają wiele potrzeb, a rozwiązaniem których władze miejskie powinny i mają obowiązek zadbać.

Głównym takim zadaniem jest zorganizowanie zakładu rehabilitacyjnego podobnego jaki jest w Międzywodziu. Mieszkańcy Międzyzdrojów wymagający leczenia rehabilitacyjnego kierowani są obecnie do różnych obiektów w kraju o klimacie dużo gorszym np. Choszczna, gdzie ośrodek taki jest w centrum miasta. W Międzyzdrojach samo powietrze leczy.

W pobliżu Kawczej Góry jest kilkanaście zakładów prowadzących działalność gastronomiczną i rozrywkową, taki program jak prezentują władze miejskie nie jest mieszkańcom ani wczasowiczom potrzebny, raczej szkodliwy. ,

W czasie mojej pracy byłem kierownikiem DW ?Stylon? i koordynatorem budowy wszystkich budynków na ?Kawczej Górze?. Na szczycie ?Kawczej Góry? stała stołówka sezonowa, która żywiła około 400 osób. Obok stało kilka kampingów przeznaczonych dla personelu kuchennego oraz kampingi magazynowe. Po wybudowaniu budynku ?Stylonu? stołówka i kampingi zostały rozebrane, a teren przygotowano do realizacji nowych zadań inwestycyjnych, a w szczególności obiektów rehabilitacyjno leczniczych.

?Kawcza Góra? już w 1979 roku była przeznaczona na działalność socjalną w tym leczniczo-rehabilitacyjną służącą pracownikom inwestorów i ich rodzinom, a w miarę możliwości mieszkańcom Międzyzdrojów i kraju. W przedsiębiorstwach inwestorów mających obiektu na ?Białej Górze? pracowało średnio około dwadzieścia pięć tysięcy osób, co łącznie z członkami rodzin mogło wynosić około stu tysięcy osób.

Na ?Kawczej Górze? miały być wybudowane stosownie do potrzeb obiekty. Do obiektów tych miała być doprowadzona ze specjalnego ujęcia woda morska. Pierwsze plany dotyczące tej koncepcji sam opracowałem i uzgodniłem z przedsiębiorstwami inwestorami budowanych na ?Kawczej Górze? obiektów.

W związku z moim przejściem na emeryturę dokumenty te przekazałem swojej następczyni oddelegowanej przez Dyrekcję ?Stylonu? w Gorzowie, która po okresie dwóch lat zmarła. Z jej śmiercią upadły plany zagospodarowania ?Kawczej Góry?, która przez okres około 35 lat nie była wykorzystana.

Zagospodarowanie ?Kawczej Góry? jest celowe i ważne, ale powinno uwzględniać potrzeby mieszkańców, rozwiązywać ich ważne problemy, przynosić korzyść miastu, wspomagać działalność obecnego ?Merlina? dawniej ?Stylonu?, ?Rybaka? i ?Slavii?, gdyż to ich kapitały zdecydowały o tym iż na ?Kawczej Górze? wypoczywa w sezonie letnim ponad tysiąc wczasowiczów tylko w jednym miesiącu. Wybudowanie zakładu leczniczo-rehabilitacyjnego miałoby wpływ na lepsze wykorzystanie istniejących tam obiektów, w ciągu całego roku, przyniosło dochody miastu Międzyzdrojów i pożytek kuracjuszom.

Proszę o podjęcie skutecznych działań w tym zakresie. Podaję iż ustosunkuję się również do pozostałych tematów.

mgr Eugeniusz Kędzierski